
Nie można powiedzieć, iż każde działanie bądź czyn ma swoje podłoże, a już tym bardziej powiązane z czymś istotnym. Egzaltowany młodzieniec, niegardzący żadną z płci, ale także niegotowy emocjonalnie na poważniejszy związek po zawodzie, jaki przyniosło mu zauroczenie Zającem. Mimo swych słów nadal wspomina Destrukcję, trzymając zdjęcie tejże miłości pod poduszką. Sypia z pluszakiem oraz paraduje z kotem, przygrywając przy tym na piekielnie czerwonej gitarze, z którą nie rozstaje się nigdy. Rzadko kiedy zjawia się na wychowaniu fizycznym, jest tam zaciągany niemal siłą, nie chcąc ukazywać swojego ciała w większym stopniu, albowiem żywi się naprawdę skromnie, nie gustując w posoce, która nie należy do Destrukcji bądź Opiekuna. Waży zaledwie kilogramów czterdzieści i odrobinę, za to mierzy około stu osiemdziesięciu centymetrów, ubierając przeważnie koszule, nigdy nie wybiera zestawu złożonego z krótkiego rękawa, dlatego też jest zachwycony możliwością noszenia mundurka. Można zgadywać, iż przybył tu, by nadrobić stracone lata, jakie spędził będąc niejako poważnym i odpowiedzialnym. Stara się zabłysnąć towarzysko, nie błyskać ślepiami na każdego, kto się napatoczy, a jedynie na tych, którzy w jakiś sposób urażą jego lub kogokolwiek, kto na to nie zasługuje. Prócz nieśmiertelności potrafi także lewitować, dodatkowo wykształca w sobie powoli zdolność hipnozy oraz manipulacji, jakie zawsze go fascynowały. Flegmatyczny, acz irytujący, bo napotyka się go wszędzie, od przeróżnych sal, przez schowki, a na gałęziach drzewa Kodama zakończywszy, a przy tym zawsze czyni to samo: śpi.
Wiek duszy nieznany ✝ 17 lat cieleśnie
Sztuka polowania i tropienia ✝ Wiedza o istotach magicznych
Etyka i samokontrola ✝ Manipulacja i hipnoza
Klub muzyczny ✝ Klub hipnozy i manipulacji ✝ Klub artystyczny
W jego pamięci zagnieździły się pojedyncze
wspomnienia, niewyraźne twarze na zamazanym tle, bezsensowne słowa
i nadmiar uczuć, a także ból, integralna część jego
egzystencji. Po prostu zbudził się pewnego dnia, rozwarł ślepia i
zaczerpnął powietrza, ledwo żywym będąc, tym sposobem powracając
do życia wraz ze swą bliźniaczą siostrą. Nie mieli pojęcia kim
są i dlaczego tu są, jednakże byli doskonale obeznani z prawami
tego świata, potrafili bez problemu nazwać konkretne przedmioty,
ale żadnych ludzi, ni miejsc. Jakby kiedyś istnieli, ale pod inną postacią, gdyż w swoich ciałach czuli się obco, niczym intruzi w cudzej powłoce. Ją to trwożyło, obawiała się, iż zabrała komuś żywot, a teraz mija tę osobę na ulicy, zrozpaczoną faktem, że sama znalazła się w obcym położeniu. Jego natomiast bawiło, okrutnie się zabawiał, rujnując reputację nieznanego nikomu nastolatka, przy sobie zawsze nosząc pierścień z lapis lazuli, mający chronić go przed śmiercionośną działalnością słońca. Swą destrukcyjną działalność zawiesił dopiero w momencie poznania Destrukcji. Miał wybierać, dalsze zabawy albo miłość, a wybierając to drugie początkowo zamierzał jedynie się zabawić, okręcić kochanka wokół palca i następnie pozostawić gdzieś, łkającego cicho ze złamanym sercem. Tymczasem sam padł ofiarą szczerości Destrukcji, a także jej piękna i inteligencji, a przy tym również własnego serca. To była podstępna pułapka, jedna z wielu, na jakie przez kolejne lata się łapał, co skutkowało pozyskiwaniem coraz większej ilości ludzi w swoim otoczeniu, aż pozyskał niemal kompletną rodzinę, do której wracał codziennie, by oddać się wspólnej rutynie. Zamieszkiwali Anglię, kochając się miłością czystą i szlachetną, przynajmniej początkowo, bo oto do życia młodego krwiopijcy wkroczył Zając, niszcząc wszystko swym kryształowym mieczem i nie pozwalając na wytchnienie. Omamiła go swoim pięknem, rozkochała w sobie, a następnie odepchnęła z rozbawieniem. Destrukcja zeszła na drugi plan, cierpliwie - choć boleśnie - wyczekując ukochanego z powrotem, podczas gdy on usiłował przypodobać się nieśmiałemu, acz utwierdzonemu w swej decyzji Zającowi. I dopiero w momencie, kiedy ujrzał go z innym, odpuścił, ale nie był w stanie powrócić do dawnego życia, zatem podjąwszy jedyną racjonalną decyzję, uciekł, pragnąc nie ranić nikogo więcej.