poniedziałek, 20 listopada 2000

AUCKLAND'S hottest NEWS  

Romeo i (trochę starszy) Romeo
Studia — rozkwit sensacyjności życiowych perypetii, apogeum naukowych konieczności i najlepszy posiłek dla osób takich jak my, Wasi jedyni i najwspanialsi redaktorzy uczelnianej gazetki! Dzisiejszym tematem: ofiara. Czego? Osobistego uroku profesora Andersona! Kto choć raz nie westchnął na myśl o naszym ukochanym wykładowcy, tak pełnym pasji, tak skłonnym do pomocy każdemu (nawet najbardziej debilnemu studentowi), tak niedostępnemu... pozornie, jak się okazało, bowiem serce tutejszego bohatera wydziału Sztuk Pięknych skradł nie kto inny jak Noel Harris, uczeń drugiego roku rzeźbiarstwa, którego prace można znaleźć choćby na jego blogu (EDIT [14/10/18]: blog został niestety ustawiony jako prywatny, ale kto szuka, ten... znajdzie?). Owiany tajemniczą atmosferą Noel nierzadko odrzucał zaloty współuczennic, najwyraźniej nie bez powodu. Jego wzrok od samego początku spoczywał na jednej i tylko jednej osobistości, jaką był profesor Scott Anderson.
Noel Harris — student rzeźbiarstwa drugiego roku
  • "He doesn't work here anymore."

    —you know who...

  • "[...] I mean, you can't deny it, Mr. Anderson was H O T"

    —anonymous

  • "XXXDDD wat"

    —oceanography's graduate

  • "tf man thats disgusting"

    —anonymous

(Nie)duża dyskrecja
Jedenastego października roku 2018 do sieci wyciekły szokujące nagrania o charakterze pornograficznym, na których wnet wprawne oko naszych niezawodnych plotkarzy rozpoznało dwie niebawem charakterystyczne dla podsumowania tegorocznej chronologii zdarzeń persony. Igraszki szanowanego profesora Andersona z jego podopiecznym Noelem Harrisem stały się ikoną dobiegającego końca roku akademickiego, zaraz pozyskując zwolenników zakazanej miłości, jak i jej zagorzałych przeciwników. "Kurwa, to obrzydliwe", mówi jeden ze studentów wydziału Sztuk Pięknych. "Miałem robić z nim projekt, ale chyba wniosę o zmianę partnera, to pojebane". W celu pozyskania większego wglądu w zaistniałą sytuację zdecydowaliśmy się przeprowadzić krótki wywiad z ochotniczką, która twierdzi, iż wiedziała o całej sprawie już wcześniej.
– W jaki sposób się dowiedziałaś?
Anonmiowa: Noel zawsze tak na niego patrzył, z takim uznaniem i pobłażliwością, jakby mieli między sobą jakąś tajemnicę i to ich do siebie zbliżyło [...] Widziałam ich kiedyś w pracowni, pan Anderson dotykał go w taki intymny sposób...
– Dotykał? Gdzie konkretnie?
A: On... Oglądał jego dłoń, zmartwiony, i chyba go pocałował... Tak, tak, pocałował, pocałował ją, a potem jego i ja już miałam robić zdjęcie, ale się przestraszyłam...
Jak okazało się po naszym wnikliwie przeprowadzonym śledztwie, nie była ona jedynym świadkiem takiego zdarzenia, na dodatek udowadniając uprzednio postawioną przez nas tezę, iż najczęstszym miejscem spotkań zakochanych była pracownia na trzecim piętrze wydziału.
– Mówisz więc, że nakryłeś ich już dawno temu?
Anonimowy: Taa, jakoś w połowie roku. Anderson praktycznie go tam molestował, ale uznałem, że to nie moja sprawa.
– Molestował? Co masz na myśli?
A: Odwalali jakąś lepiankę, nie znam się na tym, [...] no i Anderson przyciskał go do tego stołu, wiesz, praktycznie się o niego ocierał i jeszcze coś mu tam szeptał. I pomyślałem sobie: "kurwa, co za psychol", ale nie lubię mieszać się w takie sprawy, więc to zignorowałem.

ATTENTION! Krótkie ogłoszenie od zarządu uczelni...
Drodzy studenci! Jeżeli podejrzewacie, że ktoś pada ofiarą molestowania, nie wahajcie się reagować. Zgłoście to odpowiednim organom bądź skontaktujcie się z ofiarą, by upewnić się w kwestii jej dobrobytu.
"Co dalej?"...
...zastanawiacie się pewnie, a my mamy na to odpowiedź. Próbowaliśmy skontaktować się z Noelem przez wiele dni, jednak nasza jedyna udana próba zakończyła się niefortunnie i nie zdołaliśmy pozyskać żadnych wartościowych informacji. Miast tego udało nam się wejść w interakcję z najbliższą Noelowi studentką, z którą często podejrzewano go o bycie w związku. Abigail wyznała nam, że cała sprawa przytłoczyła młodzieńca, zostawiając go zdruzgotanego i roztrzęsionego.
– Jak czuje się Noel?
Abigail: A jak może się czuć? To naprawdę beznadziejna sytuacja, nie wyobrażam sobie, by mógł zareagować inaczej niż odcięciem się od wszystkich i wszystkiego...
– W jaki sposób moglibyśmy mu pomóc?
A.: Pomóc? Nie wiem... Nie wydaje mi się, by cokolwiek dało się zrobić, poza niewynoszeniem tego dalej... Chociaż po tym, że rozmawiamy, wnioskuję, że nic z tego?

WARNING!
image could be considered nsfw
Kadr z jednego z nagrań
Tymczasem zaginięcie profesora Andersona zostało wyjaśnione. Po wielu dniach oczekiwania na konkretny odzew ze strony władz uczelni dowiedzieliśmy się, że Scott Anderson zrezygnował ze stanowiska. Nasuwa się wiele pytań: Czy to koniec tej kontrowersyjnej relacji? Kto stoi za udostępnieniem nagrań? Czy to wszystkie z nich? Co na to żona Andersona? Czy uczucie łączące obu mężczyzn było faktycznie obustronne? Na niektóre z tych pytań odważyli się zaproponować odpowiedzi nasi czytelnicy.
cancerous312: myślę, że to sam noel wypuścił te filmiki. jego prace były ciągle mdłe i pozbawione "tego czegoś", jakoś musiał zwrócić na siebie uwagę, kosztem świetnego profesora, niestety.
moo_d: typ na sto pro wykorzystał noela, no błagam, to nie jakieś fanfiction
Xxwojlevel98xX: ale syf, a ja jeszcze zastanawiałem się czy nie zapisać się na rzeźbiarstwo lol
Jak to mówią — niektóre tajemnice muszą tajemnicami pozostać. Tak może będzie i w tym przypadku, przynajmniej póki Noel zachowuje milczenie. Co Wy uważacie na ten temat? Dajcie nam znać w komentarzach!

sobota, 18 listopada 2000

« So Emotional »


Noel Harris

rok ii, 1/4/98, 187cm/68kg/9NZ/0-, urodzony w auckland, creative arts and industries, sculpture, marmur, hobbystycznie glina, infp-t, jednoosobowy pokój w akademiku, obrzydliwy romantyk, oświeceniowy ateista, syn narcyza i histeryczki, domestic abuse survivor, mieszkaniec najbliższego lodowiska, samouk, pasjonat ciężkich butów i hokejówek wbrew jeździe figurowej, sieciowy pirat, miłośnik Billa Kaulitza, aspirujący ślizgon, definitely not a furry, r/teenagers pośmiertnie, internetowa sensacja, własne tagi na pornhubie, nan nan nan


Joyeux Noël! — wyczytał z pomiętej kartki, przesiąkniętej Marlboro Goldami, Borą Borą i soczystym atramentem. Chłód przesyłki elektryzował go od opuszków palców po same uszy, z myślą o konspiracyjnym tonie samego gestu, na wyobrażenie skrobania stalówki o niedrogi papier czy szelestu wyciąganego ze skórzanego portfela banknotu. Rozdrabniana znaczeniowość stanowiła sycący posiłek dla duszy, serca, ciała, dla upojnych i dziecięcych nadziei. Nie jawiła mu się negatywnie i tak samo naiwnie nie uwzględniała zwięzłości przekazu, obfitującej w zaledwie drobiny sympatii, jakby zadowalały go przeciągłe spojrzenia na korytarzach, subtelne przeciąganie głosek podczas wyczytywania obecności. Jakby nie łaknął więcej, szybciej, mocniej, naglej, niespodziewaniej, w akompaniamencie grzmotów i nieapatycznych symfonii. Jakby nie domagał się niewerbalnie każdego poranka skonkretyzowania następnych działań, planów, decyzji i ruchów, ruchów mniej rytmicznych niż te, które wzbudzały wybudzonym skrzypieniem zawroty głowy u hotelowych sąsiadów. Jakby nie chciał czegoś innego niż obskurnych ścian, wątpliwej czystości nakryć, cotygodniowych wizyt w gabinecie i zdartego materiału spodni. Jakby przeszkadzało mu prędkie bicie serca, ilekroć zewnętrzne głosy nabierały na głośności, a cudze usta nie odrywały się od newralgicznej faktury szyi. Jakby chciał czegoś więcej niż niedorobionego afektu.
Profesor chyba naprawdę cię polubił, chyba, Chyba nie możemy się jutro spotkać, chyba, …chyba że… Nie, to nie ma przyszłości, chyba, chyba się zakochałeś, co?, chyba, chyba nie myślisz o tym na poważnie?, chyba, chyba nie mówisz serio?, chyba, chyba, chyba sobie żartujesz, Noel, ja…
– Noel.
Ostro, stanowczo, bez pola do manewru. Toteż powoli, pozbawionym drżenia obrotem, poza realiami, w których krzesło zacinało się gdzieś po drodze i nigdy nie miał okazji pochwycić spragnionego pośród umierającej uczuciowości spojrzenia. Kto ci to zrobił, Scott?
Uśmiech w nerwowości, najlepszy sposób na przejście przez most.
– Profesorze.
Raz, drugi, trzeci, czwarty, piąty, szósty, siódmy, tygodniami, ciągłością, jednolitym torem, Noel, Noel, Noel, Noel, Noel, Noel, Noel, Noel, Noel, No-
Zbłąkana dłoń sparaliżowała go od pasa w górę. Dusił się kiwi i powszechnym tytoniem.
– Noel, to nie glany, to dzieci.
Koło kręciło się razem z całym światem. Nieprzetwarzalność słów dławiła go opuchniętym językiem. Kiedy ostatnio cokolwiek pił? Rano? Przed wejściem do pracowni? I kiedy on zdążył tu wejść?
Scott, kiedy tu wszedłeś?
Wyższe od niego ciało wtopiło się weń, splótłszy palce o zgrubiałych opuszkach z tymi pobrudzonymi gliną. Forsowność fachu wyszła na jaw nie po raz pierwszy, ale dopiero wtedy zdał sobie sprawę z kruchości aktualnego stanu rzeczy.
Zapadła noc, wieczorna noc, prawdopodobieństwem spoczywając na dotąd nieobciążonych niczym barkach. Oczywiście, że ktoś musiał sprawdzić, czemu pali się jeszcze światło. A znając koleje losu, oczywiście, że musiało paść akurat na niego.
Powinien ulec skupieniu, korzystać z możliwości poprawienia nikłych umiejętności, lecz topił się w obliczu ciepłoty drugiego ciała, trząsł na wrażenie spokojnego oddechu. Poruszał wraz z unoszącą się i opadającą piersią mężczyzny, mężczyzny, odcinającego drogę ucieczki jednokierunkowości biologicznych reakcji.
– Blokujesz się – ciągnął niewzruszenie, spokojnie formując przemyślane kształty cudzymi palcami. – Bez predyspozycji w pewnym momencie musisz napotkać ścianę, Noel. Nie przyszło ci na myśl, że zabierasz komuś miejsce?
Nie, z przekąsem. Nie, bo dla mnie nigdy wcześniej i tak nie było miejsca. Zawistnie, nastoletnio. Buńczucznie.
– Musisz wyczuwać sens, bo inaczej sobie po prostu nie poradzisz. Nie da się inaczej.
Wychowany na klarowności dotyku przeczył tym naukom, nadając spięciu nowe znaczenie. Płakał w duchu, nad banalnością prawdziwej interpretacji teraźniejszości, nad swoją beznadziejnością i nad tym, czyją zabawą się stał, czyją — świata, fatum, przeznaczenia. Oni obaj, ale on trochę bardziej, bo bez podstaw, bez fundamentów do wciśnięcia hamulca poza naturalnością wzajemnego dobra, która nigdy nie była przekonująca. Prezentowali się drwiną, najokrutniejszym żartem, przeciwnością deklarowanych wartości. Bolało.
Drgnął pod zwiększeniem nacisku, coraz większemu, większemu, i większemu, i większemu, i większemu, większemu, większemu, większemu, i…
Koło zatrzymało się wraz z jego sercem.
Trąceniem nosa nie pozyskał wybudzenia, choć tak często właśnie to przerywało conocny trans. Płakał w duchu i duszy, rozpływając się pod głębią chrapliwego basu tuż, tuż obok ucha.
– Jesteś odurzający, Noel.
Gdy drzwi pracowni zamknęły się z trzaskiem, Noel upadł.
Gdy dźwięczność darcia papieru dotarła do jego zmysłów, Noel zapłakał.
Uwielbiał spojrzenie zapewniające go o wzajemnej przynależności. Koiło nerwy, kiedy wokół szalała burza.
Zagryzał wargę, nieskutecznie powstrzymując narastający uśmiech, tak jak topi się zęby w skórze, by stłumić nieustające szlochy. W geście nader znanym, a wciąż bezsprzecznie zawodzącym.
– I co się uśmiechasz, młody? – parsknął Scott, tonem niby-groźnym, niby-dorosłym i niby-karcącym. Znanym Noelowi tak dobrze, tak doskonale, z tak doskonale rozpoznawanymi zmarszczkami w kącikach oczu, gdy we wzajemności pogodnego grymasu. – Martwię się o ciebie, a ty się szczerzysz, cholero. Niewiarygodne.
Z wydłubanych oczu zionęła nicość, polegał zatem na ciepłocie głosu, znajomych drżeniach i zawodzących miękkościach osoby nieprzywykłej do takiej swobody wyrażania. Uczuć. Myśli. Rozpoznawał siebie, swoje gesty i nawyki, swoje niedoskonałości i lęki, ale każde pytanie wynagradzane było wzruszeniem ramion lub taktyczną zmianą tematu. Kto cię zarysował, Scott? Scott, Scott, Scott, słuchasz mnie?
Jak marionetka, jak lalka, nieporuszony, z nogami zwisającymi z zaśmieconej ławy, podczas gdy nabrzmiałą dyskomfortem rękę unosiły czyjeś działania. Pozwalał mu, bo sam nie umiał podjąć żadnej decyzji. Nigdy go nie nauczono. Chcę cię pocałować, Scott, myślał, siadając po przeciwległej stronie łóżka. Chcę, żebyś mnie przytulił, Scott, szeptał, przewracając się na drugi bok. Chcę widzieć twoje zmartwienie, Scott, pojmował, przestając kaleczyć swoje usta.
Szorstki dotyk eksplorował podrażnioną skórę. Zapomniał rękawiczek i pogodził się z konsekwencjami tej pomyłki. Prosty rachunek przekonał go o słuszności wejścia na lód pomimo tego znaczącego braku, napawając tylko lekkim żalem przy pierwszym piekącym wrażeniu. Zmarnował czas, usiłując zachować niepotrzebną równowagę w celu uniknięcia dalszego bólu, czyniąc wszystko gorszym, krótszym i w rzeczywistości niekorzystnym. Bo i tak się przewracał, i tak zdzierał skórę, i tak atencjował się potem w pracowni, licząc na dokładnie taki efekt.
Manipulancie.
Spoważniał na pierwsze przyciśnięcie ust do paliczków. Płomienność kasztanowych tęczówek przyciągała go bliżej, bliżej, bliżej i bliżej, równoważąc się z typową sobie powściągliwością. Spod gęstych rzęs wyglądała ku niemu powaga, jawność prawdomówności, której tak lubił nocami przeczyć. Delikatny, bojaźliwy. Kojarzył mu się z prostolinijnością i pewnym zaciskiem, tymczasem okazywał się tak samo niedojrzały w prawie każdej kwestii.
Rzeczywista troska, słowa, litery zsuwające się po aksamicie, nieopornej powierzchni pełnej wargi.
– Uważaj na siebie, Noel.
I wreszcie, finałem, metą, resztki odwagi, wiedzione zachętą. Wolne palce na karku, subtelnym naciskiem zbliżając ich ku sobie. Nareszcie, tymże finałem, tą metą, tymi resztkami, zamknięte powieki, apatia nawyku. Usta do ust, język do języka, zęby o zęby, oddech w oddechu. Jednostajność obu bić. Szumy.
SO•
•DOWN