sobota, 6 października 2018

[warning] heavy misgenderingproduct placement

Noah Walsh
doczesny ————— 26 lat ————— kurier
emerytowana drag queen, malarz hobbysta, fotograf z konieczności,
amnezja
, hydrofobia, ocd hulajnogą i koreańskim rapem z rana
segregator na twoje imię

Pięć ran ciętych, przerwana tętnica, liczne siniaki (niepowiązane w większości), złamana ręka...
Drzwi. Zacięły się. Czternasty raz w tym miesiącu. Grudzień, dwudziesty trzeci grudnia, godzina — ósma? Ósma trzydzieści — ósma trzydzieści cztery. Telefon w kieszeni, zaraz w ręce, chłód o popękaną od mrozu skórę. To obrzydliwe, Walsh, noś rękawiczki, chociaż jak rozwozisz. Ósma trzydzieści pięć. Szarpnięcie, zamek na miejscu, klucz w zamku, klamka w górę — raz. Klamka w dół — raz. Dwa. Trzy. Zamknięte. Klucze do kieszeni, do źródła ciepła, metal w oksymoronie. Pojazd dwukołowy, łożyska do wymiany za niecały miesiąc, jeśli zaprzestanie ciągłego wjeżdżania w dziury, no i nie narazi go na większe zimno. Jazda po oblodzonym chodniku, przyprószona marzeniem. Ściętej głowy.
Nie, nie, nie głowa. Tylko zaschnięta krew na ustach, przekrwione oczy, zauważalny ubytek wagi, ślady gwałtu (ale przecież była bezpłodna).
...byeol hana balabomyeo nal-awassne
Nieruchomo, dumnie, cicho, skromnie, k u r w a. Przez drzwi obrotowe — wcale, że nie, najzwyklejsze, drewniane, tymczasowe, po tym, jak grubas z piętra niżej się przez nie przetoczył — a potem przez zatłoczone ulice, w czapce z działu dziecięcego — ale szefie, najważniejsze jest chyba moje zdrowie? — i z krzywym, uroczo parchatym angielskim w uszach. Nie, Walsh, kurwa, najważniejsze, żeby każdy dostał to, co zamówił.
Ding-dong w połowie ..., niewidoczny, skryty — jak ty — zgrzyt zębami, parokrotnie rozprostowanie palców na środku chodnika. Mamo, ten pan jedzie na hulajnodze! razem ze Noah, gdzie ty jesteś???. Ósma czterdzieści, pomadka zostawiona w domu i spękane wargi. Zimno.
...nae ap-e mos-eul bag-abwaya
Liczne rany we wnętrzu dłoni, ślady po związaniu, przebywaniu w zimnie, leżeniu na twardej powierzchni - siniaki na kręgosłupie.
Dziewiąta dwa i wciśnięta w rękaw kurtki chusta. Krzywe spojrzenia, tu, tam — twoje też — no i najgorzej stamtąd, przez szybę, szkło, weneckie lustro, jak wtedy. Szukasz martwego ciała.
...eottae nae teojineun poten-i
Luksus szatnią. Szczeniackim uśmiechem rozbroić usiłuje tykającą bombę, ale — ty — wie lepiej, że tak nie kończy się żadna bajka. Prędkie — sekunda, ułamek — zerknięcie, skrępowaniu upust, kiedy koszulka ląduje w szafce. Zimno, mróz, chłód, metal, jedna warstwa. Absurd. Cofnij.
Podkoszulek, ostatnie.
Noah, czemu jesteś tak późno? Pytajniki, więcej. Jak w SMS-ie. Słuchawki do torby, zaraz potrzebne, bo oddychanie. Konieczne.
Cisza ciszy, niezrażony tym, kontynuuje. Coraz bliżej, aż tania — tak źle wam płacą — woda kolońska kaleczy język. Ej, chciałbyś dzisiaj... Na kolację? Ze mną? Nie da się przesłyszeć, tuż po wieczorze tam, byle dowiedzieć się, czyja to paczka. Kolejny nie boli bardziej niż pierwszy.
Uśmiech, aż bolą policzki. Czyli niewiele.
Ale Simon, ja tylko chciałem się z tobą przespać. Ja nie randkuję.
Koniec.
Śmierć po tygodniu. Dwóch.
Czy ja tylko sobie tego nie wyśniłem?

mieszkanie naprzeciwko woodlands, samozwańczy detektyw, lokum przejęte po siostrze, prześladowany/prześladujący, cieleśnie niepoprawny, nocą nieprzerwanie odkryty, przedwczesne pobudki dla ubytku farb

Autor

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz