Peter Pettigrew
warzone
disclaimer
v rok, gryffindor, 06.03.1960, półkrwi, hatstall, [kasztanowiec i włókno ze smoczego serca, 9¼ cala, krucha], mugoloznawstwo, wróżbiarstwo, onms, tanatofobia, hydrofobia, ailurofobia, [glam rock, winyle, kremowe piwo, syriusz i spółka], 155 centymetrów wstydu, niespełnione marzenia o zamieszkaniu w miodowym królestwie, sukcesywnie pogłębiane zwalczane zaburzenia odżywiania
Mr Pete!
Okulary zsuwają ci się z nosa i przez chwilę myślisz o tym, by złapać je, zanim spadną. Mama ciężko pracowała, żeby ci je kupić, kiedy wróciłeś na wakacje. Leżałeś na zewnątrz, przed domem, w pełnym słońcu, bo nawet tam, u was, czasami zdarzają się słoneczne dni. Założyłeś na siebie koszulę, którą i tak rozpiąłeś, skoro wreszcie mogłeś sobie na to pozwolić. Nie zasypiałeś, w końcu cierpiałeś – i nadal to robisz – z powodu bezsenności, która nawiedziła cię po tamtej lekcji wróżbiarstwa. Pogrzebałeś niepokój pod ciepłem, jakie spływało z nieba na gładki tors, pozbawiony jakiegokolwiek zarysu mięśni. Wreszcie uśmiechałeś się szczerze, szeroko, aż bolały cię od tego policzki, tak nieprzyzwyczajone do lekkoduszności. Miałeś trawę w długo nieścinanych włosach, za co potem mama pociągnęła cię za ucho, gdy przyrządzaliście razem kolację, ale ty znowu postanowiłeś otworzyć okno, gdyby jednak przyszła jakaś sowa. Od niego, od niego, od niego. Może i od niej, tyle że nie widziałeś jej odkąd miałeś dziesięć lat i wyprowadziła się do miasta. Opowiadałeś jej o magii, a byliście na tyle głupi, by nie znać konsekwencji, więc teraz nie dziwi cię, dlaczego mama zareagowała tak. Może właśnie to wydarzenie wpłynęło na to, kim się stałeś? I to z tego powodu nikt nie kontaktuje się z tobą w czasie wakacji, żadna sowa nie przynosi małych prezentów, a ty także przestałeś próbować. Zamieniłeś łkanie w poduszkę na podrygiwanie z kobietą swojego życia w akompaniamencie kolejnego I'm all in love, jeszcze jednego I'm all shook up, by zwieńczyć to ostatnim tego dnia you ain't nothin' but a hound dog cryin' all the time, aż zedrzesz sobie gardło. Wierzysz, że nawet jeśli wszyscy widzą w tobie tylko doczepkę do powstającej legendy Huncwotów, tego jednego każdy by ci pozazdrościł. Przestałeś pytać o ojca już parę lat temu, a kiedy ktoś zwraca się z tym do ciebie, lubisz mówić. O tym, że ten mugol, który zaburzył czystość twojej krwi, jest teraz na jakimś statku, walczy na nieistniejącej wojnie, występuje na ulicach w obronie praw innych ludzi, podróżuje z Elvisem Presleyem i dowodzi podziemną organizacją. Własną nieatrakcyjnością mierzysz zanik małomówności, żeby chociaż tyle po tobie pozostało. Nocami wspominasz opowieści mamy, i te prawdziwe, o racjonowaniu żywności, i te zmyślone, w których głównym bohaterem jest John Lennon z różdżką w dłoni. Pewnie ktoś powiedziałby, że oszukujesz siebie poprzez życie w tak mugolskim środowisku, a twoja mama nie zasługuje na miano czarownicy, ale ty nie masz siły zaprzeczać. Temu i temu, że jesteś tylko ich cieniem, że nic z ciebie nie będzie i że bez nich byłbyś nikim. Uśmiechasz się przepraszająco do Snape'a, bo znowu oberwał za nic, czasami chcesz do niego podejść i ponarzekać na to, że Longbottom znowu wrzeszczał ze swoją gromadą w pokoju wspólnym i nie mogłeś w spokoju pograć w szachy. Machasz do Lily, jakbyście nic jej nigdy nie zrobili, jakbyś nie chciał trochę ich przystopować, widząc, że coś jest nie tak. Że Syriusz jest jakiś taki, taki zaślepiony, że Remus zasługuje na jeszcze więcej, że James podchodzi do tego ze złej strony. Zaczynasz mylić swoją prawdę z cudzą prawdą, jednocześnie zaprzeczając zarzutom. Nigdy nie wyspowiadałeś się im i nie prosiłeś o pomoc, nigdy nie pytałeś o powód tych dwumiesięcznych cisz, nigdy nie wychodziłeś z szeregu i pozwalałeś Syriuszowi na bycie zawsze krok naprzód, w tym geście obronnym, jaki wyniósł z domu, a który nie dotyczył ciebie. Nigdy nie mówiłeś o tym, że gdy ostatnio mama nie wróciła na noc, bałeś się jej poszukać. Nigdy nie mówiłeś o tym, że ten starszy chłopak z Gryffindoru znęcał się nad tobą, kiedy ich nie było w pobliżu, że dorwał cię kiedyś w łazience i przez resztę roku przeklinałeś się w myślach. Nie mówiłeś o tym, że płakałeś wtedy tak długo, aż zacząłeś wymiotować, że udawałeś potem chorobę, aby nie napotkać pytań odnośnie tego, czemu znowu nic nie jesz. Tamtego roku zostawiłeś w Hogwarcie kilkanaście kilogramów i pierwszy raz dotarło do ciebie, że to nie działa. Że gdyby ciebie nie było, oni nadal by trwali, tak samo, tylko bez tych czekoladek, które kupujesz im, ilekroć jesteś akurat w Hogsmeade. A gdyby nie było ich, ty nigdy nie zostałbyś zauważony.
Nikt nie wie, co rozważała tiara. No, nikt poza tobą i poza nią, bo wtedy jeszcze pisałeś listy. Teraz wystarczają jej te od dyrekcji, kiedy znowu wpakujesz się w kłopoty i spędzisz całą noc uśmiechając się głupio, naiwnie. Twierdzisz, że to Syriusz jest ślepy, a sam udajesz przed sobą. Oddychasz hipokryzją. Masz świadomość tego, jak bardzo nie pasujesz. Ani tutaj, ani w Slytherinie, ani nawet w Hufflepuffie. Ravenclaw nigdy nie było opcją. Nie pasujesz do Hogwartu, do tego świata, w którym zabłysnąłeś tylko kruchą lojalnością, bliższą bezmyślnemu podążaniu aniżeli przywiązaniu. Możesz okrywać Remusa kocem, kiedy zaśnie poza dormitorium, możesz inicjować rozmowy z Lily, możesz wymykać się nocami z dormitorium, ale to zawsze tam będzie. Ta cicha, skrywana pogarda. Przepraszasz za coś, czego nie zrobiłeś, Pete. I pewnie zawsze będziesz, w tej swojej tęsknocie i zakorzenionej w sercu melancholii. Tęsknisz za latami, kiedy inni widzieli ciebie, tęsknisz za okresami szczęścia, które tłumiłeś w poduszce, tęsknisz za ignorowaniem tego, jak bardzo widać, że znowu przybrałeś na wadze. Tęsknisz za tym, za chodzeniem do łazienki w innym celu, niż po to, aby wepchnąć sobie palce do gardła. Tęsknisz za nią i za mamą. Tęsknisz za tatą, choć jest tylko mdłym wspomnieniem, jakimś przebłyskiem z czasów kołyski. Tęsknisz za gramofonem i rozpiętą koszulą, powiewającą na wietrze. Tęsknisz za chłodem tamtejszych wzgórz i zasłoną, która oddzielała cię od społeczeństwa. Tęsknisz za okularami, gdy zbierasz rozbite szkło, splamione krwią z rozciętej skóry.
Może jeszcze kiedyś ktoś zobaczy ciebie.
Sincerely,
Wormtail
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz