sobota, 16 czerwca 2018

Oh, look—a dragon. What a perfect way to ruin our day.

Konstantin "лев" Reznikov
Mom was right, I should've brought a sweater
tamten pałkarz || z wymianysamotny basiorwilkrandom(y)
Rzadko pasujesz do środowiska na tyle, by czerpać jakąkolwiek satysfakcję z posiadania tętna. Zabijasz siebie w sobie kawałkami, wyrzucasz tylko zawodne części, nie podejmując chęci naprawy, bo brakuje ci na to czasu. Odliczasz sekundy, minuty, trzymane kije, dłonie, złączone usta i bóle gardła po jeszcze jednym meczu. Grasz, jakby ten mecz miał być twoim ostatnim, piszesz, jakby od tej pracy zależały całe studia, oddychasz, jakby były to twoje ostatnie hausty. Żyjesz, jakby Ameryka miała okazać się tylko snem, podłą imaginacją zdradzieckiego umysłu, aż nie starcza ci chwil na wyostrzenie obrazu.
Umierasz, Konstantin.
Nie mówisz po rosyjsku, nie wskazujesz różnic, nie gubisz się w sentencjach i korytarzach. Wrzeszczysz najgłośniej, biegasz najszybciej, śpiewasz najciszej, tańczysz najrzadziej. Łykasz wszelkie podarunki z nieokiełznaną naiwnością, podążasz za tłumami i niekończącymi się przewodnikami, aż w płomieniach stają wszystkie znane ci mięśnie. Czasami szepczesz niezdrowe obietnice następnej liderce, czasem silisz się na zbrukany pochodzeniem akcent dla niesubtelnych odbić w zdeterminowanych męskością oczach, a równie rzadko stronisz od cudzych obecności, ponieważ prawdziwy świat zaczyna się w nocy, po drugiej stronie przyciemnionego ekranu i wieloletnich grafik. Śmierć, wojny, walki i relacje, te same, do których tak gorącą chęcią pałasz za dnia. Przesiadujesz na zbrukanych kanapach, w śmierdzących spelunach młodzieżowych ostoi, trzymasz palcami niestworzonymi do mocnych chwytów butelkę, walcząc z pragnieniem roztrzaskania jej na swojej głowie.
Płaczesz, Konstantin.
Akceptujesz ciepło stabilności, tak różne od uprzednich niekonsekwencji losu. Wiesz, że już tu zostaniesz, że to się nie skończy na lotnisku, z ciężkim plecakiem wypełnionym pamiątkami. Wiesz, że twoje życie dobiegnie końca tutaj, na strychu, nad nawiedzonym sklepem, z którego tak szybko rano wychodzisz, bo jego zawartość skręca ci wnętrzności. Jesteś miły, uprzejmy, pomocny, wiecznie oczekujący na okazję do roześmiania się i wylania nagromadzonej latami miłości. Nie umiesz się ukryć, nie przed nią i nie przed nim. Przed nią też nie, co doprowadza do nieskończoności niezaplanowanych ogniw, powoli zamieniających wszystko (i jeszcze więcej) w chaos poza twoją kontrolą. Boisz się wielkich liter, wielkich kropli na bladej za sprawą noszonej ciągle czapki twarzy, chociaż zima już minęła i nie zostało wiele po akademickiej Wigilii.
Tęsknisz, Konstantin.
Za tym, co jeszcze nie przeminęło, za sobą w takim stanie i za każdym, kto poświęcił tobie choć minimum uwagi. Za tym chłopakiem siedzącym obok ciebie na jednych z zajęć, bo pożyczył ci ołówek. Za słońcem, bezmiarem słońca, tylko przez ciebie wyobrażanego. Za chłodem, niesyberyjskim zachwytem, choć pochodzisz z zupełnie innych stron. Za kinowymi premierami. Za liczeniem każdego centa, chcąc uniezależnić się w takim stopniu, aby przekupić Boga. Za niższością własnego bytu wobec reszty, co dawno temu przestało cię onieśmielać. Za przymusem ruchu, gloryfikacją twoich wprawionych nadzieją predyspozycji. Za akcentem powoli wytrącającym się ze śliny, za nieciężką składnią i słownictwem zaczerpniętym z internetowych czeluści.
Toniesz, Konstantin. Toniesz w żalu i przewidywaniach. I tylko czekasz, czekasz, aż ktoś przypomni ci, jak cholernie kiepsko kłamiesz.
I am all ears, as we elves like to say. – You like anything?
– I like quiet.
Oh look, we have a bear. Hooray. I AM a horde of rampaging Qunari.
niechzywinietracanadziei@gmail.com ; podobno mam też gg
[fun fact] #odebrane nie są mojego autorstwa (ale złodziejem też nie jestem), chyba funkcjonują trochę jak powiązania???
lubimy powiązania i niestworzone dramaty, jesteśmy strasznie nudni, za to godzimy się na wszystko
ps pozdrawiam t0ps3cr3t : (
autorem zdjęć jest masha demianova!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz