czwartek, 9 sierpnia 2018

Can Sasuke come out to die?  



Benedict William Holt

klasa II, 17, [170cm, 55kg]; informatyka, hiszpański, angielski, 118; grupa taneczna; Klub Bezgranicznej Miłości oraz Poświęcenia Poetom Polskiego Romantyzmu [przewodniczący], streamer

memelord; status—[to skomplikowane]; former e-whore; alergik; [alejandro] w słuchawkach; aspiring dropout; spotify premium; kradziony drób; bi-curious, roarsexual+rorrromantic+cisgender amab

Już dłużej tak nie potrafię i to chyba dobrze. To dobrze, jeśli rezygnujemy z czegoś, co dużo nam oferuje, dla czegoś dobrego, a ja naprawdę chcę, by w moim życiu znowu pojawiło się coś dobrego. Nadal nie nadążam za materiałem, bywam chorowity, natomiast na zajęciach tanecznych ostatni raz byłem chyba w marcu, zatem wypożyczam jedynie sprzęt, siląc się na cotygodniowe treningi indywidualne, sam ze sobą, przez co mogę dalej wyglądać jak ktoś, kto nie chce się z nikim zadawać. I czasami nie mogę spać spokojnie, bo martwi mnie tyle rzeczy, środy napawają mnie strachem przez nawał obowiązków, ale to nic. To naprawdę nic, odkąd mam coś ważnego, dobrego, pozytywnego i to coś jest znacznie bardziej warte uwagi niż jakieś pozorne problemy wynikające z bieżącego funkcjonowania. Żałuję tylko, że wciąż nie potrafię wpaść w rutynę, martwię się tym, jak zostanie odebrany mój głos, kiedy ktoś, kto jeszcze nie wie, nagle go usłyszy, nie wiem, jak obnosić się z nowym sobą, nie wiem czy są osoby, które chciałyby trzymać mnie przy sobie. Dlatego tak mi na nim zależy i na tym, by stał się czystą stabilnością, a nie chwiejnym posiadaniem, jak dotychczas. Odwodzi mnie od zmartwień, czasami sam wyciągam chciwie rękę, gdy przeważa pragnienie muśnięcia jego skóry. Zalega we mnie tęsknota i naprawdę cieszę się, że nie muszę już wysilać się po jej wieczorne zaspokojenie. Marnujemy czas, który moglibyśmy wykorzystać na ułożenie później, bo próbuję pokazać mu, jak lepsze jest teraz. Za długo żyliśmy powinnościami i przyszłością, zasługujemy na małą współczesność, tylko dla nas.
Alice prychnęła z niedowierzaniem, nie przestając świdrować go wzrokiem. Nie zniżyła go, po prostu nawiązała kontakt i tak trwała. Chyba usiłowała namierzyć kłamstwo, którego wcale tam nie było.
Roan Watson ma chłopaka? – sformułowała sentencję, zwieńczając ją pytającym tonem. W najśmielszych marzeniach nie zgadłaby, że to tym rodzajem porażki obciążyłby ojca ten gnojek. Otworzyła usta, jakby chciała powiedzieć coś jeszcze, ale zrezygnowała.
Benedict nie musiał tego słyszeć, by wiedzieć, co pozostało jedynie bezgłosem.
Kogoś takiego jak ty?
Uśmiecham się. Często, kiedy mam taką ochotę. Przeważnie, gdy go widzę, może też gdy każdego ranka dokarmiam koty w pobliżu szkoły, ale to nie do końca o to chodzi. Liczy się sam fakt. Staram się i chcę zostać wreszcie kimś dla kogoś jeszcze. Zrozumiałem, że to opłacalne. Że warto mieć przy sobie ludzi, dysponować komfortem, kiedy zaistnieje taka potrzeba. Ale boję się, boję się tego, że ja nie będę mieć tak łatwo, jak miał on. Podatność na cudze zdanie wdziera się do mojego wnętrza i bez świadomości, że chociaż jego to nie interesuje, prawdopodobnie bym się poddał. Znowu. Bo tak byłoby łatwiej, mniej konfliktowo z własnymi lękami. I tak, wiem, że nie mogę dalej uciekać, bo znowu go zawiodę, a tak będzie jeszcze gorzej, ale kto tak prosto poradziłby sobie z przystosowaniem się do społeczeństwa, po porzuceniu ostatniej deski ratunku przed okrutnością panującego świata?



xoxo;

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz