niedziela, 7 października 2018

zajeibe sie

these fishes in the sea they're staring at me
Hannibal
Ryder
a wet world aches for a beat of a drum

ronan, 18 lat [1/2], klasa III, [informatyka, matematyka, niemiecki], akademik [113, jednoosobowy], drama club [dekoracje], wybite zęby [l: siekacz boczny, kieł], krzywy łokieć, problemy z agresją, wieczne pomrukiwanie, zwolnienie z wuefu [siłownia 5h/tyg], nikłe zarobki [wyprowadzanie psów], fonofobia, merciful deletions

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Sed gravida venenatis tellus. Ut ultricies orci sagittis, vestibulum sem sed, vulputate urna. Etiam molestie, diam et suscipit sollicitudin, justo nulla vestibulum turpis, a accumsan arcu justo eget libero. Nulla eu sapien ac nulla rhoncus convallis. Ut congue convallis fringilla. Fusce vel malesuada purus, a faucibus libero. Nulla et tincidunt sapien. Interdum et malesuada fames ac ante ipsum primis in faucibus. Nam sagittis, libero quis facilisis mattis, lorem orci eleifend orci, eget bibendum lacus ante et velit. Nam quis maximus metus. Curabitur eget erat eu leo ullamcorper tempor. Sed et ante ut dolor pulvinar accumsan.
Donec faucibus hendrerit metus, sit amet congue dui varius vitae. Suspendisse placerat volutpat ligula, luctus accumsan ante accumsan id. Donec non felis vel neque vestibulum aliquet a at lorem. Mauris laoreet neque sed lectus commodo vulputate. Quisque ac mattis sapien. Vivamus sit amet dolor dapibus, semper est a, ornare leo. Maecenas efficitur efficitur metus, at auctor justo. Donec lobortis pellentesque neque vitae commodo. Integer volutpat lobortis interdum. Quisque massa sem, imperdiet sit amet lorem sit amet, convallis luctus neque. Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit.
Nullam ac justo gravida, elementum neque in, efficitur arcu. Mauris volutpat lacinia neque. Morbi pellentesque vitae enim eu blandit. Class aptent taciti sociosqu ad litora torquent per conubia nostra, per inceptos himenaeos. Mauris blandit euismod urna, id fringilla tortor pellentesque ut. Sed id lacinia dui. Aenean vitae vehicula risus. Proin nec eros eget est fermentum viverra. Donec suscipit ante tortor, at dictum lorem tempor ac. Aenean congue volutpat urna, vel laoreet turpis sollicitudin a. Quisque commodo arcu eget aliquet ornare. Donec facilisis, lacus vel varius tincidunt, ligula nunc convallis mi, at scelerisque felis ligula quis dui. Quisque suscipit sollicitudin massa, eget pellentesque tellus varius eu.
In luctus lorem congue, scelerisque diam sit amet, condimentum ligula. Vestibulum imperdiet mauris et maximus viverra. Aliquam et lacus fringilla, feugiat neque sed, bibendum mi. Nulla lacus odio, bibendum vestibulum lacinia vitae, congue nec odio. Sed turpis orci, tincidunt ut massa vel, euismod efficitur massa. Nam sed mauris ac elit commodo porttitor sed ac urna. Aliquam erat volutpat. Etiam ut eleifend turpis, a eleifend magna. Integer velit mi, fermentum sit amet nibh nec, bibendum interdum tortor. Sed eget porttitor felis. Vestibulum molestie scelerisque libero a cursus. Pellentesque ac dignissim sem. Fusce quis tortor quis quam pharetra dapibus. Donec scelerisque sapien non tortor lobortis porta. Aliquam erat volutpat. Sed semper lacus est, a laoreet magna malesuada eu.
Duis nibh libero, lobortis non purus non, venenatis tincidunt elit. Sed fringilla tempus ipsum ut ornare. Vivamus mauris ipsum, consectetur vel lorem id, interdum mollis justo. Vestibulum tincidunt felis tellus, sit amet lacinia massa auctor in. Curabitur et fermentum ligula. Class aptent taciti sociosqu ad litora torquent per conubia nostra, per inceptos himenaeos. Nunc eleifend leo sapien, vitae fringilla risus accumsan non. Praesent eget malesuada nisl. Duis semper leo nibh, aliquet mattis risus molestie non. Curabitur vitae odio consequat ex facilisis pulvinar. Sed nec consectetur nisl. Aenean nibh dui, scelerisque accumsan tincidunt laoreet, venenatis a lacus. Donec lacinia risus velit, vitae viverra turpis iaculis sit amet. Vestibulum purus dui, eleifend ut ultrices vel, ultrices nec ex.
these zombies in the park they're looking for my heart
a dark world aches for a splash of the sun

blyat

Marcellus "Marcus" Raegan

We are wild.
Vampire ✘ 22.01 ✘ 17 ✘ IV
Room 78, second floor
Bloody hell ✘ Oh my glob
Hambo ✘ Gum
Heteroflexible. I'm straight but shit happens.
Smtng more here.
Voice / Theme

hurr durr glemboki cytat



Melchor modesto Reyes
207 años | 30 años
España
Habitante de Academia de Seres Nocturnos
Vampiro
Casa de alquiler: 5


Wersja A polega na tym, że zbliżywszy się do osobnika chorującego na częściowy albinizm – tak, tego spokojnego, który siedzi tu, nie spowiadając się ze swoich win – będziesz posiadać szansę na nawiązanie przyjemnej konwersacji, choć dawno wypadł z obiegu świata współczesnego i z trudem przytoczy jakąś datę historyczną. Zdaje się zepsuty, źle nakręcony i pozostawiony samemu sobie przez tę wadliwą część, której nie sposób wykryć. Wieczorami zasiada przy rozpalonym w kominku ogniu, w podniszczonym fotelu, zanurzając się w bogatym zasobie powieści i popijając kawę z ogromną ilością cukru. Przez większość czasu unika kontaktów z innymi mieszkańcami Akademii, nie czując takiej potrzeby. Zręcznie unika konfliktów, zawsze zachowuje rozsądek i nie daje się wytrącić z równowagi, a najczęściej można go spotkać w lesie, gdy pisze coś w jednym z wielu notesów, nie zważając na ból po wykonywaniu tej czynności nawet przez parę godzin. Nie prezentuje swoich umiejętności, bo też żadnych nie posiada, nowo przybyłe osobniki czasami powątpiewają w jego przynależność do krwiopijców. Odkąd zwątpił w swe umiejętności liczenia dni parzystych, do rutyny dodał odbieranie od jednego z niewielu tolerowanych wampirów dostawy pożywienia, a mawia się, że przypłaca to bezsennością, choć to tylko plotka. Jedna z ogromu.

Wersja B nie brzmi równie dobrze, przyozdobiona niezdatnym do uporządkowania chaosem, a także całkowitą odmiennością w stosunku do wersji A. Miast zwyczajnej beznamiętności charakteryzuje się wyzywającym uśmiechem oraz leniwym spojrzeniem, nie wspominając o przepełnionym pewnością siebie sposobie bycia. Aktywnie uczestniczy w uprzykrzaniu życia innym rezydentom i nie boi się zaczepiać uczniów, patrząc na nich prędzej jak na smakowite kąski aniżeli równych sobie. Szczyci się wysoko zajmowaną pozycją w Świecie Nocy i wmawia wszystkim, w tym sobie, że wydostanie się z tego miejsca to kwestia czasu, tyle że każde jego słowo należy poddawać wątpliwościom, co już niejednokrotnie czyniono.

Zaleca się unikanie obu osobników...

Którzy w rzeczywistości są jednym i tym samym.



Wiązania Atomowe

my name ain't dick so keep it out of your mouth

klasa iv, hiszpański, fizyka, geografia, 188cm, zawieszony za handel narkotykami, rosjanin, zielone oczy, niespełniony brat, pierścionek na palcu serdecznym
Петров Миша
Илья

puke???


Taa'evâhtamehnestse


Głuche cierpiących jęki, śmiech ludzki nieszczery,
Są hymnem tego świata — a ten hymn posępny,
Zbłąkanymi głosami wiecznie wniebowstępny,
Wpada między grające przed Jehową sfery,
Jak dźwięk niesfornej struny. Ziemia ta przeklęta,
Co nas takimi piastunki śpiewem w sen kołysze.
Szczęśliwy kto się w ciemnych marzeń zamknął ciszę,
Kto ma sny i o chwilach prześnionych pamięta.

Another dream
Po wielokroć witany słowami „Dzień dobry, ee... dzień dobry”, niezmiennie tak samo wymagający w stosunku do swoich przyjaciół, zresztą nielicznych, wymusza na nich przynajmniej znajomość miana, jakie przybrał, pragnąc zostać prawnym obywatelem świata ludzi. Kieren Sheridan, Wędrujący Nocą, Ojciec Wilków, Prorok Mite, dla jeszcze mniejszej grupy Ren, ewentualnie Kier. Przyszedł na świat w leśnych okolicach Wilna, lecz jego lud nigdy nie pozostaje w jednym miejscu na dłużej. Szóstego marca 1809 roku He'e Ôhnemenestse urodziła syna, a zaledwie osiem lat później kapłanka przekazała wieści od Mite, głoszące, iż tenże chłopiec będzie jej prawowitym spadkobiercą, jeżeli przeżyje sześćset lat. Członkowie plemienia pokładali w nim wielkie nadzieje, choć jak dotąd żaden z nich nie dożył nawet trzystu lat, ze względu na koczowniczy tryb życia napotykali na swojej drodze wiele niebezpieczeństw, a bóstwa nie pozwalały im odetchnąć na długo, zsyłały na swój lud wiele nieszczęść, wyniszczających plag, a nawet samodzielnie mordowali nadmiernie grzeszących.
Taa'evâhtamehnestse był jednak odstępstwem od wszelkich reguł, nie tknęła go żadna choroba, nie narzekał nawet w razie wystąpienia huraganu, ciągle prąc przed siebie, jakoby wiedział, jaki jest jego cel i zamierzał dotrzeć tam jak najszybciej. Niestety, a przynajmniej dla niego i całej przepowiedni, na jego drodze stanęła dziewczyna. Anetâheveoeso owinęła go wokół palca, nie trzeba było długo czekać, by młodzieńczy zapał zaprowadził ich ku przysiędze krwi, która związała ich. Ponoć na zawsze. Początkowo zachwycony jej nieustannym towarzystwem nie zauważał wad, dopiero później jął odczuwać pewien dyskomfort, którego pochodzenie było mu najpierw obce, a później całkiem oczywiste. Przysięgę nazwał bzdurą, głupstwem, wewnętrznie klnąc na samego siebie. To była jego wina, czymże zawiniła biedna dziewczyna, zauroczona komplementami i obietnicami?
Jedenaście lat pokutował, wędrując z wilkami miast swym ludem. Ozwany plugawym mordercą cudem nadążał za watahą, w której zajmował najniższe stanowisko. Początkowo, gdyż nie pozwolił sobie na taką hańbę, piął się w hierarchii, z Omegi docierając do Bety, z kolei po śmierci Alfy przejmując także jego obowiązki. Dowodził tymi psowatymi, porozumiewał się z nimi za pomocą języka ciała, można rzec, iż zdziczał, bo gdy odnalazł swe plemię musiał przypomnieć sobie ludzką mowę. Mianowali go Ojcem Wilków, a sam Aarde ofiarował mu przemianę, dzięki której jeszcze lepiej porozumiewał się ze swoją nową rodziną, ze swym nowym plemieniem. Niedawno po tym zmarła jego matka, a gdy rosłego już mężczyznę przestało tam trzymać cokolwiek, rzekł Najwyższemu, iż wyrusza w podróż, jaką zleciła mu Mite. Powrócił tuż przed wybuchem wojny, jakoby to przewidział i szukał schronienia dla siebie oraz watahy.
Po jej zakończeniu ponownie odszedł, lecz gdy tylko objawiła mu się Mite, a nastąpiło to w roku 2015, porzucił wilki, oddając przywództwo lojalnemu Becie, odszedł, choć wiedział już, ku czemu zawsze zmierzał. Tym sposobem dotarł do Kokoro Gakuen, będącego finalnym odcinkiem w tym szaleńczym i wieloletnim wyścigu.
Kierana wyróżniają przede wszystkim okrutne ślepia, których tęczówki mają kolor nieba, bezlitosnym wzrokiem katuje człowieka, przeszywając go na wskroś. Na jego twarzy wiecznie wita dominująca nuta, wygląda na pewnego siebie i tak też się czuje, zna swoją wartość i nie wstydzi się swego charakteru ni ciała. Posiada wyraźnie zarysowane kości policzkowe i pełne usta, a do tego kształtny nos. Charakteryzują go liczne tatuaże i rozmaite ozdoby cielesne, masa kolczyków oraz - potocznie zwanego - piercingu. We fioletowe włosy zawsze wpina parę piór, na szyi z kolei zawiesza trzy kły, symbolizujące pozycję, jaką szczycił się w swej watasze. Umięśniony dzięki latom wędrówek i walk, po szkole najchętniej paradowałby w skromnym nakryciu z tkaniny, które zakrywa jedynie dolną część jego ciała, lecz wielokrotnie za to karcony nauczył się dobierać także inne ubrania, najczęściej luźne i nieeksponujące nazbyt wiele. Nie zakłada za to butów, podeszwy stóp dostosowane są do rozmaitych warunków, zatem nie czuje takiej potrzeby. Dodatkowo po wielokroć nazywano go osobą wysoką, sięga stu dziewięćdziesięciu centymetrów, co wcale nie ujmuje zwinności.
Niezmiernie interesuje go wszelka literatura, dzięki temu zapoznaje się lepiej z kulturą ludzkości, jaka dotąd była mu całkiem obca. Tylko czasami wędrowcy, którzy witali w plemieniu, opowiadali o tym, jak rozwija się ich rasa, lecz nigdy nie było pewne czy można im wierzyć. Ma problemy z obsługiwaniem ekspresu do kawy, nie mówiąc o komputerze, nawet długopis był dlań zaskoczeniem, cudem, gdyż dotychczas posługiwał się jedynie pamięcią. Zajmuje stanowisko nauczyciela nekromancji, jako spadkobierca Mite, bogini ciemności, a także małżonki Śmierci, nie ma z nią żadnego problemu. Do tego opiekuje się klubem manipulacji i hipnozy, samemu będąc bardzo zaintrygowanym tą zdolnością, choć odkrył ją dopiero po opuszczeniu plemienia. W akademiku zamieszkuje pokój XX, gdzie zawsze panuje nienaganny porządek, mimo że wszędzie porozstawiane są przedziwne dla innych eksponaty, a nawet zwierzęce czaszki. Określa siebie jako osobę panseksualną, bez zahamowań gania za kimś, kto spodoba mu się cieleśnie, bawi się cudzymi uczuciami, by następnie porzucić jak niechcianą zabawkę. Świadomy okrutnik, preferujący granie na cudzych nerwach aniżeli na jakimkolwiek instrumencie, który człowiek zdołał wymyślić. Choćby po trupach dąży do dostania tego, co chce, niczym w amoku nie przejmuje się wtedy ni otoczeniem, ni pośrednimi ofiarami jego zachcianki, wśród uczniów nierzadko wywołuje strach, lecz jego nauka jest skuteczna, bynajmniej, mimo kontrowersyjnych metod podopieczni opanowują moce niemal do perfekcji. Odkrywa nowy rodzaj muzyki, gustuje głównie w mocniejszych brzmieniach, więc można go kupić jakąkolwiek płytą Three Days Grace. Miewa problemy z wymową, nierzadko formułuje ciekawie przekręcone zdania, ale posiada do siebie jakiś dystans, bywa iż sam zaśmieje się z własnego błędu, lecz nie należy dać się zwieść, trącająca o godność obelga, nawet żartobliwa, może zakończyć się palącą nienawiścią, dziwnie trudnym testem. Ewentualnie kruczoczarnym wilkiem, patrolującym korytarz przed twoim pokojem, nocą. Określa ludzi poprzez ich „poezyjność”, choć tylko on wie, co to oznacza.

I'm just a white blood cell
cringe

49363056 <- gg, wątki: 1/4
ALE SYF

un poco loco



Minęły lata, lecz, zatracony w niezmienności, fizyczne pozostał taki sam. Przypływy nieokiełznanej agresji uporczywie powracały, a nagłe i niewyjaśnione odcięcia od rzeczywistości określono problemem wykraczającym poza posiadane kompetencje.

Widział róż zmieszany ze złotem, przyprawiając wszystkich o nieprzyjemne dreszcze.

Był zmuszony odebrać sobie życie, by wszystko wróciło na swoje miejsce.

Wszystko, prócz integralnej części jego jestestwa.

GG:49363056, PS PRZEKLĘTE FILTRY i proszę najeżdżać na czerwony pasek

cyk pionteczka



CIEŃ - NORDKAPP - MALARZ - UCIEKINIER - MORDERCA

Norman Jackson

aegyo

William Bennett utracił wszystko w pożarze. Okrutnie pozbawiono go wszelkiego dobytku i przeciętności, zastępując je biedotą i trwożeniem przechodniów swoim wyglądem. Zdeformowana twarz była powodem, dla którego przestał nauczać, niekoniecznie z własnej woli, a małżonka powróciła do rodzinnego domu, mówiąc, że nie może skazać na powolną śmierć z głodu bądź zimna ich córkę, w rzeczywistości kierując się tym, że pokazanie się na nadchodzących urodzinach przyjaciółki z koła macierzyńskiego w towarzystwie potwora uszkodziłoby jej pozycję. Zawsze chodziło o pozycję.

Znaleziono ją niecały miesiąc później, krwawo zamordowaną w łożu swojego kochanka, którego ciało kolekcjonowano kolejny tydzień.

Bycie cywilem zastąpił ofiarowaniem swojej egzystencji państwowej armii. Po niezliczonych cierpieniach i pokonaniu fizycznych oraz niejako psychicznych ograniczeń wylądował w jednostce, którą potem zapamiętano jako mięso armatnie.

Wydostanie się z Velaru zajęło Bhagatowi rok, który wykorzystał na rozgoszczenie się w nowo zajętym ciele. William okazał się nader interesującą istotą, którego decyzje nijak miały się do obrazu, jaki prezentował. Mimo że ilość posoki na ich dłoniach znacząco różniła się ilością, nadal pozostawała tym samym, co stało się głównym powodem wyjścia z zajmowanej przez Bennetta bezpiecznej przestrzeni i rozpoczęciem współpracy ze stworzeniem, które formalnie miał zabić.

Początkowo zajmował pozycję lokalnego lekarza, dzięki temu było prościej, a nawet z tak nikłym wykształceniem był najbardziej obeznaną z tym fachem osobą w wiosce.

Zgubiła go arogancja, a ryzyko pojmania zmusiło do całkowitego wyleczenia odniesionych niegdyś przez Williama ran i przeniesieniu się do miasta. By wyjść na prostą usiłował zarabiać na indywidualnym nauczaniu, ale wciąż problematyczny dostęp do wspomnień oraz wiedzy Bennetta uniemożliwiał zajmowanie tej pozycji na dłuższy okres czasu. Osiągnął sukces dopiero jako malarz. Mała pomoc nadprzyrodzonych umiejętności uczyniła z niego jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób w tamtym rejonie Nordkapp... a przy tym utworzyła idealną maskę, której noszenie na co dzień pogłębiło wszelkie żądze, uaktywniające się w nocy.

Egzystowanie niematerialne było przepełnione wiecznym głodem, ale dopiero teraz poczuł, co oznacza prawdziwy płomień.

Ludzkie ciało było niezaspokojone.

Ludzkie ciało pragnęło.

odautorsko



GG: 61209672

wbrew pozorom wszystko ze mną okej.
publikuję głównie dlatego, że Untitled nie chce być na głównej, cheers.
relacje – pozostałości
UZDROWIONY - MAJĄTEK - POKAŹNE DOMOSTWO - POTWÓR - PODRÓŻNIK

kocham cb marsel regan



Salree x Dom Uciech x Wampir
Zaniki pamięci x Rezydent x 20 lat


Jest najsmutniejsza godzina na ziemi,

Która na morzu po północy dzwoni,

Kiedy Dyjanna z oczyma zlotemi

Świta mi rankiem i wynika z toni.

W niej smętek - i ci, którzy szerokiemi

Morzami płyną, gdzie je wicher goni,

Półsenni...


Takie uczucia mojemu duchowi

Znane, bo nieraz przed czystości Panną

Stał, kiedy inni zorzami różowi

Świecili gwiazdą na morzu poranną;

Noc, nachylona ku nowemu dniowi,

Fala, wznosząca na wiatr szybę szklanną.





x

Lysander! speak again: Thou runaway, thou coward, art thou fled?...

Demetrius


Pheles
Lament
Odautorsko

sobota, 6 października 2018

in my heart ugliest of all


czarny
charakter
13 sierpnia 1990
27 lat
193 cm wzrostu
palacz
abusive shit
Roanfucking
Watson

Ciało
Jest tylko tym; skórą i kośćmi. To jedynie jego powłoka, która odzwierciedla w zanadto perfekcyjny sposób abstrakcyjność bytu. Stanowi ona wyidealizowane odbicie nadszczerbionej duszy i zgniłego serca. Organ ten potrafił już jedynie tłoczyć krew, utrzymując przy życiu niechętną egzystencję. Zbyt gwałtowną i burzliwą, by szklane kości i papierowa skóra mogły znieść jego charakter. Siniaki, otarcia i wszelkiego rodzaju rany to dla niego norma. Pięść sama działa i nie pyta go o zdanie. Przejawy agresji osiągnęły poziom autodestrukcyjny, który nie podoba się menadżerowi, jednak producenci są zachwyceni. Żerują na nim. Na jego słabościach i sile prawego sierpowego, przez którego wpakował się w niejedne tarapaty, a show potrzebuje również takich awanturników. Wyglądają dobrze w telewizji. Odlegli, niemalże nieuchwytni, a więc pożądani. To uczucie i zarazem przywiązanie potęguje jego piękno. Wysoki, mroczny i szalenie przystojny. Potrafi przykryć sobą świat, nie musząc się wysilać, wystarczy, że się uśmiechnie. Stanie nad tobą, prężąc mięśnie niczym pantera gotowa do ataku, a ty bezsprzecznie staniesz się jego ofiarą. Przepadniesz dla roztrzepanych kruczych kosmyków, które sprawiają, że wygląda na młodszego, gdy opadają mu na oczy. Wielkie, z pozoru niewinne, ale posiadające w sobie niezliczone pokłady ukrytego cierpienia i o wiele więcej bezczelności błyszczącej złotem odbijającym się na tle orzechowych tęczówek. Roztopisz się w jego szorstkich dłoniach, niepasujących do ciepła, z jakim przemierzają zakamarki obcego ciała, bo jego dotyk potrafi przesłać miliony pragnień i wzniecić ogień tuż pod skórą. Stajesz się jego objęciach zaledwie marionetkami, posłuszną lalką. Gdy mówi ”Ssij”, pytasz ”Jak mocno?” i otwierasz szerzej usta, próbujesz rozluźnić gardło najbardziej, jak tylko się da. Wszystko po to, by sprawić mu przyjemność, choć zaznał jej w życiu tak wiele, tej czysto fizycznej i sprowadzonej do zaspokojenia prymitywnych potrzeb, że już zobojętniał na wszelakie starania. Oceni cię, a jeśli zwrócisz jego uwagę, zaciągnie cię do łóżka i zostawi, zanim zdążysz zasnąć. Pozostawi po sobie nierealny zapach lawendy, który przykrywa smród papierosów i echo ciężkich kroków, gdy przemierzał pokój. A może to była kuchnia. Miejsce tak naprawdę się nie liczy. Obnaża ciało w każdym możliwym ujęciu, na każdej powierzchni i w każdym kącie, więc już dawno przestało mu zależeć na wygodzie czy chociażby odrobinie romantyzmu. Po chuj. Pieprzy się z tamtym, pieprzy też tamtą, wszyscy wyglądają tak samo i nie mają znaczenia. Ważne, że zarabia pieniądze w prosty i szybki sposób, nawet jeśli w wyniku takiego działania, staje się jedynie ciałem.

Bebé, quiero cogerte.

Dusza
Oddzielny byt. Coś, co nie powinno mieć prawa egzystować równorzędnie z ciałem, a jednak znajdują się w swego rodzaju symbiozie. Jedno bez drugiego by nie istniało, gdyż potrzebują siebie z taką samą żarliwością, choć ona okazuje to w o wiele mniej prymitywny sposób. Jest akumulatorem uczuć. Wypuszcza emocje na świat, kierując bardziej skomplikowanymi odruchami. W swej prostocie funkcjonuje jako wyższa forma istnienia, sprawiając, że dąży do rzeczy wyższych. Odzywa się rzadko i prawdopodobnie jej działanie względem niego byłoby większe, gdyby potrafiła wpłynąć na los, który okazuje się zatwardziałym przeciwnikiem. Nie potrafi go pokonać, polegając jedynie na własnej woli, dlatego że ciągłe opieranie zdaje się mu bezsensowne i prowadzące do ostatecznej zagłady obciążonej już wystarczająco świadomości. Udało mu się zachować jej neutralność względem niewybaczalnych działań, by zawiać publikę i wykonywać pracę uważaną przez wielu za haniebną. Przez tych samych, którzy nie przyznają się do tego, ale w ciemnościach własnych pokojów, schowani pod kołdrami, siedzący przed laptopami lub telewizorami, oddają się pożądaniu, które wywołuje on i jest to działanie jednoznaczne z zaprzeczeniem czystości ich dusz. On zepsuciu swojej nie umniejsza. Skrywa ją przed łakomym wzrokiem, obnażając jedynie znajomą mu powierzchowność w wypracowanym ciele. Oddaje się raz za razem, bo to tylko praca. Rozchyla szerzej wargi, jęczy głośniej, wsuwa się bardziej i mocniej. Daje się uchwycić z każdego punktu widzenia, ale nie przeszkadza mu to, bo już dawno przewartościował swoją moralność. Wszelakie działania mające w zamiarze ubliżeniu innym ludziom lub jemu samemu przestały odciskać piętno na duszy. Nie dotyka ona gwałtowności ciała czy burzliwości umysłu.

No me perdones, Padre, porque he pecado.


kodzik do kp zawdzięczam pomocy mojemu boy*~ ♥

do you wish to see fire in the clouds?

William Holt
Benedict
broken hearts
lie all around me

uczestnik // z problemami // 21 lat // 170cm // brat tego benedicta holta // prywatna zabawka roana watsona // dalekowzroczność

zwierzeniapowiązania
Zamykam się w dźwiękach. Rozsadzają mi głowę i po chwili krwawię z nosa, dając upust rzeczywistej przyziemności, ale nie ściąga mnie to z nieba. Potrafię wyrywać sobie pióra i odgryzać język, potrafię zanurzać zęby we własnej skórze. Bywam utalentowany w destrukcji, pachnąc mdłą wiśnią, bo jestem tak zepsuty, za słabo nakręcony i kiedy obraz staje się zamazany, zostajesz tylko ty i moje wybite z rytmu serce. Nienawidzą mnie duchy i głosy ze ścian, te ręce spod łóżka też, nienawidzi mnie samo słońce i ty, mój księżycu. Odbierasz mi dech splugawionym materialnością pięknem, pogonią za pieniędzmi i sukcesem, a ja jedynie chciałbym znaleźć się w twoich połamanych ramionach, żeby wreszcie przestało być mi tak zimno. Pragnę przestać płakać żałosnością bytu, jednocześnie zanosząc się bezkresem nadchodzących szlochów, a wszystko dla ciebie, bo ja przestaję się liczyć z każdym krokiem. Marzę o unoszeniu się na wieczność. Widzę siebie albo za nisko, albo za wysoko, nigdy w sam raz, skoro nie wystarczam przy podstawach, fundamentalnych oceanach oczywistości. Odbijasz się w mojej głowie echem, odkąd spojrzałem na ciebie po raz pierwszy i gdy znowu stracę przytomność, bo zapomnę zaspokoić rozrywający mnie od środka głód, będę pamiętał twoje mokre oczy oraz splamione słońcem usta. Policzę niejasności na twojej skórze, samemu ściągając rękawy niżej, coraz niżej, aż zakryję się cały prześwitującymi warstwami, bowiem tylko u ciebie byłbym bezpieczny. Zamknę oczy, pomimo szepczącego mi do ucha strachu, zacisnę wargi i zadrżę — ach — zadrżę ostatni raz, w euforycznej agonii, przy fiolecie twojego odoru i moich osobistych wymiocinach pełnych ciebie i twojej nieuwagi. Zadrżę i przestanę już być; zacznę nie istnieć istniejąc, może krzyknę i może wysunę posłusznie język, a ciernie przebiją mój tors i skończę sekwencję — wdech, wydech, wdech, wydech — odruchowych czynności. Poczuję w ustach słodki smak, ten mój, jakbym odzyskiwał swoistość jestestwa, choć to najgorsze łgarstwo. Przyodzieję biel, by oszukać wszystkich naokoło, samemu zaś oddam się całościowo prawdzie, jakże okrutnej i niesprawiedliwej w osądzie. I będę marzył, tak długo, aż przyzwę ciebie myślami, ich natarczywością. Pocałujesz mnie jeszcze jeden, okrutny i niesprawiedliwy raz, zaciśniesz palce na moim gardle, uświadomisz o fizyczności i zabrudzisz oślepiające barwy samym spojrzeniem. Zranisz nieistotnymi słowami, spojrzysz na mnie w tej drugiej wersji, udasz, że nie wiesz, a ja zadrżę ostatni raz.
Zadrżę ostatni raz, w euforycznej agonii, przy fiolecie twojego odoru i z tęsknotą za miękkością twych warg, które nigdy, przenigdy nie były mi przeznaczone.
no i tak
perdonki mocne.
61209672 — cutegirlcelebratestheendtimes@gmail.com
apsik
ps proszę nie pytać ja sam nie wiem

reset me

Peter Pettigrew
warzone
disclaimer
v rok, gryffindor, 06.03.1960, półkrwi, hatstall, [kasztanowiec i włókno ze smoczego serca, 9¼ cala, krucha], mugoloznawstwo, wróżbiarstwo, onms, tanatofobia, hydrofobia, ailurofobia, [glam rock, winyle, kremowe piwo, syriusz i spółka], 155 centymetrów wstydu, niespełnione marzenia o zamieszkaniu w miodowym królestwie, sukcesywnie pogłębiane zwalczane zaburzenia odżywiania
Mr Pete!
Okulary zsuwają ci się z nosa i przez chwilę myślisz o tym, by złapać je, zanim spadną. Mama ciężko pracowała, żeby ci je kupić, kiedy wróciłeś na wakacje. Leżałeś na zewnątrz, przed domem, w pełnym słońcu, bo nawet tam, u was, czasami zdarzają się słoneczne dni. Założyłeś na siebie koszulę, którą i tak rozpiąłeś, skoro wreszcie mogłeś sobie na to pozwolić. Nie zasypiałeś, w końcu cierpiałeś – i nadal to robisz – z powodu bezsenności, która nawiedziła cię po tamtej lekcji wróżbiarstwa. Pogrzebałeś niepokój pod ciepłem, jakie spływało z nieba na gładki tors, pozbawiony jakiegokolwiek zarysu mięśni. Wreszcie uśmiechałeś się szczerze, szeroko, aż bolały cię od tego policzki, tak nieprzyzwyczajone do lekkoduszności. Miałeś trawę w długo nieścinanych włosach, za co potem mama pociągnęła cię za ucho, gdy przyrządzaliście razem kolację, ale ty znowu postanowiłeś otworzyć okno, gdyby jednak przyszła jakaś sowa. Od niego, od niego, od niego. Może i od niej, tyle że nie widziałeś jej odkąd miałeś dziesięć lat i wyprowadziła się do miasta. Opowiadałeś jej o magii, a byliście na tyle głupi, by nie znać konsekwencji, więc teraz nie dziwi cię, dlaczego mama zareagowała tak. Może właśnie to wydarzenie wpłynęło na to, kim się stałeś? I to z tego powodu nikt nie kontaktuje się z tobą w czasie wakacji, żadna sowa nie przynosi małych prezentów, a ty także przestałeś próbować. Zamieniłeś łkanie w poduszkę na podrygiwanie z kobietą swojego życia w akompaniamencie kolejnego I'm all in love, jeszcze jednego I'm all shook up, by zwieńczyć to ostatnim tego dnia you ain't nothin' but a hound dog cryin' all the time, aż zedrzesz sobie gardło. Wierzysz, że nawet jeśli wszyscy widzą w tobie tylko doczepkę do powstającej legendy Huncwotów, tego jednego każdy by ci pozazdrościł. Przestałeś pytać o ojca już parę lat temu, a kiedy ktoś zwraca się z tym do ciebie, lubisz mówić. O tym, że ten mugol, który zaburzył czystość twojej krwi, jest teraz na jakimś statku, walczy na nieistniejącej wojnie, występuje na ulicach w obronie praw innych ludzi, podróżuje z Elvisem Presleyem i dowodzi podziemną organizacją. Własną nieatrakcyjnością mierzysz zanik małomówności, żeby chociaż tyle po tobie pozostało. Nocami wspominasz opowieści mamy, i te prawdziwe, o racjonowaniu żywności, i te zmyślone, w których głównym bohaterem jest John Lennon z różdżką w dłoni. Pewnie ktoś powiedziałby, że oszukujesz siebie poprzez życie w tak mugolskim środowisku, a twoja mama nie zasługuje na miano czarownicy, ale ty nie masz siły zaprzeczać. Temu i temu, że jesteś tylko ich cieniem, że nic z ciebie nie będzie i że bez nich byłbyś nikim. Uśmiechasz się przepraszająco do Snape'a, bo znowu oberwał za nic, czasami chcesz do niego podejść i ponarzekać na to, że Longbottom znowu wrzeszczał ze swoją gromadą w pokoju wspólnym i nie mogłeś w spokoju pograć w szachy. Machasz do Lily, jakbyście nic jej nigdy nie zrobili, jakbyś nie chciał trochę ich przystopować, widząc, że coś jest nie tak. Że Syriusz jest jakiś taki, taki zaślepiony, że Remus zasługuje na jeszcze więcej, że James podchodzi do tego ze złej strony. Zaczynasz mylić swoją prawdę z cudzą prawdą, jednocześnie zaprzeczając zarzutom. Nigdy nie wyspowiadałeś się im i nie prosiłeś o pomoc, nigdy nie pytałeś o powód tych dwumiesięcznych cisz, nigdy nie wychodziłeś z szeregu i pozwalałeś Syriuszowi na bycie zawsze krok naprzód, w tym geście obronnym, jaki wyniósł z domu, a który nie dotyczył ciebie. Nigdy nie mówiłeś o tym, że gdy ostatnio mama nie wróciła na noc, bałeś się jej poszukać. Nigdy nie mówiłeś o tym, że ten starszy chłopak z Gryffindoru znęcał się nad tobą, kiedy ich nie było w pobliżu, że dorwał cię kiedyś w łazience i przez resztę roku przeklinałeś się w myślach. Nie mówiłeś o tym, że płakałeś wtedy tak długo, aż zacząłeś wymiotować, że udawałeś potem chorobę, aby nie napotkać pytań odnośnie tego, czemu znowu nic nie jesz. Tamtego roku zostawiłeś w Hogwarcie kilkanaście kilogramów i pierwszy raz dotarło do ciebie, że to nie działa. Że gdyby ciebie nie było, oni nadal by trwali, tak samo, tylko bez tych czekoladek, które kupujesz im, ilekroć jesteś akurat w Hogsmeade. A gdyby nie było ich, ty nigdy nie zostałbyś zauważony.
Nikt nie wie, co rozważała tiara. No, nikt poza tobą i poza nią, bo wtedy jeszcze pisałeś listy. Teraz wystarczają jej te od dyrekcji, kiedy znowu wpakujesz się w kłopoty i spędzisz całą noc uśmiechając się głupio, naiwnie. Twierdzisz, że to Syriusz jest ślepy, a sam udajesz przed sobą. Oddychasz hipokryzją. Masz świadomość tego, jak bardzo nie pasujesz. Ani tutaj, ani w Slytherinie, ani nawet w Hufflepuffie. Ravenclaw nigdy nie było opcją. Nie pasujesz do Hogwartu, do tego świata, w którym zabłysnąłeś tylko kruchą lojalnością, bliższą bezmyślnemu podążaniu aniżeli przywiązaniu. Możesz okrywać Remusa kocem, kiedy zaśnie poza dormitorium, możesz inicjować rozmowy z Lily, możesz wymykać się nocami z dormitorium, ale to zawsze tam będzie. Ta cicha, skrywana pogarda. Przepraszasz za coś, czego nie zrobiłeś, Pete. I pewnie zawsze będziesz, w tej swojej tęsknocie i zakorzenionej w sercu melancholii. Tęsknisz za latami, kiedy inni widzieli ciebie, tęsknisz za okresami szczęścia, które tłumiłeś w poduszce, tęsknisz za ignorowaniem tego, jak bardzo widać, że znowu przybrałeś na wadze. Tęsknisz za tym, za chodzeniem do łazienki w innym celu, niż po to, aby wepchnąć sobie palce do gardła. Tęsknisz za nią i za mamą. Tęsknisz za tatą, choć jest tylko mdłym wspomnieniem, jakimś przebłyskiem z czasów kołyski. Tęsknisz za gramofonem i rozpiętą koszulą, powiewającą na wietrze. Tęsknisz za chłodem tamtejszych wzgórz i zasłoną, która oddzielała cię od społeczeństwa. Tęsknisz za okularami, gdy zbierasz rozbite szkło, splamione krwią z rozciętej skóry.
Może jeszcze kiedyś ktoś zobaczy ciebie.
Sincerely,
Wormtail