William Holt
broken hearts
lie all around me
uczestnik // z problemami // 21 lat // 170cm // brat tego benedicta holta // prywatna zabawka roana watsona // dalekowzroczność
zwierzenia —powiązania
zwierzenia —
Zamykam się w dźwiękach. Rozsadzają mi głowę i po chwili krwawię z nosa, dając upust rzeczywistej przyziemności, ale nie ściąga mnie to z nieba. Potrafię wyrywać sobie pióra i odgryzać język, potrafię zanurzać zęby we własnej skórze. Bywam utalentowany w destrukcji, pachnąc mdłą wiśnią, bo jestem tak zepsuty, za słabo nakręcony i kiedy obraz staje się zamazany, zostajesz tylko ty i moje wybite z rytmu serce. Nienawidzą mnie duchy i głosy ze ścian, te ręce spod łóżka też, nienawidzi mnie samo słońce i ty, mój księżycu. Odbierasz mi dech splugawionym materialnością pięknem, pogonią za pieniędzmi i sukcesem, a ja jedynie chciałbym znaleźć się w twoich połamanych ramionach, żeby wreszcie przestało być mi tak zimno. Pragnę przestać płakać żałosnością bytu, jednocześnie zanosząc się bezkresem nadchodzących szlochów, a wszystko dla ciebie, bo ja przestaję się liczyć z każdym krokiem. Marzę o unoszeniu się na wieczność. Widzę siebie albo za nisko, albo za wysoko, nigdy w sam raz, skoro nie wystarczam przy podstawach, fundamentalnych oceanach oczywistości. Odbijasz się w mojej głowie echem, odkąd spojrzałem na ciebie po raz pierwszy i gdy znowu stracę przytomność, bo zapomnę zaspokoić rozrywający mnie od środka głód, będę pamiętał twoje mokre oczy oraz splamione słońcem usta. Policzę niejasności na twojej skórze, samemu ściągając rękawy niżej, coraz niżej, aż zakryję się cały prześwitującymi warstwami, bowiem tylko u ciebie byłbym bezpieczny. Zamknę oczy, pomimo szepczącego mi do ucha strachu, zacisnę wargi i zadrżę — ach — zadrżę ostatni raz, w euforycznej agonii, przy fiolecie twojego odoru i moich osobistych wymiocinach pełnych ciebie i twojej nieuwagi. Zadrżę i przestanę już być; zacznę nie istnieć istniejąc, może krzyknę i może wysunę posłusznie język, a ciernie przebiją mój tors i skończę sekwencję — wdech, wydech, wdech, wydech — odruchowych czynności. Poczuję w ustach słodki smak, ten mój, jakbym odzyskiwał swoistość jestestwa, choć to najgorsze łgarstwo. Przyodzieję biel, by oszukać wszystkich naokoło, samemu zaś oddam się całościowo prawdzie, jakże okrutnej i niesprawiedliwej w osądzie. I będę marzył, tak długo, aż przyzwę ciebie myślami, ich natarczywością. Pocałujesz mnie jeszcze jeden, okrutny i niesprawiedliwy raz, zaciśniesz palce na moim gardle, uświadomisz o fizyczności i zabrudzisz oślepiające barwy samym spojrzeniem. Zranisz nieistotnymi słowami, spojrzysz na mnie w tej drugiej wersji, udasz, że nie wiesz, a ja zadrżę ostatni raz.
Zadrżę ostatni raz, w euforycznej agonii, przy fiolecie twojego odoru i z tęsknotą za miękkością twych warg, które nigdy, przenigdy nie były mi przeznaczone.
no i tak
perdonki mocne.
61209672 — cutegirlcelebratestheendtimes@gmail.com
apsik
ps proszę nie pytać ja sam nie wiem
perdonki mocne.
61209672 — cutegirlcelebratestheendtimes@gmail.com
ps proszę nie pytać ja sam nie wiem
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz