Beau
Jackson
Whining
Najlepsze były poranki. To, jak wstawałeś godzinę wcześniej, by zrobić jej śniadanie, jak odprowadzałeś ją do szkoły, jak składałeś delikatny pocałunek na jej czole i odwzajemniałeś uśmiech patrolującej akurat korytarz nauczycielki. Jak tańczyliście podczas weekendów do il me dit des mots d'amour, a ona dodawała des mots de tous les jours, a przecież tak bardzo nie potrafisz się poruszać. Jak smażyłeś jej naleśniki, przemycałeś czekoladę do pokoju, kiedy maman zabraniała jej jeść tyle słodyczy. Bo przecież nos deux mains restent soudées i każda, najmniejsza cząstka smutku na tej promiennej twarzy oznaczała sromotną porażkę. A wieczorami demoralizowałeś ją Hesperą, Tadashim i Nehausem, celując w późniejsze sugestywne mrugnięcia, szyfry, wyrażenia zarezerwowane tylko dla was.
I rozstanie nie było takie złe, prawda? Po prostu kolejne mon coeur szeptałeś do cudzego ucha, siliłeś się na zachrypnięty, zdyszany głos, dążąc do pozyskania kolejnego trofeum. Pamiętasz chociaż jej imię? Czy była to Nancy, Catherine, Allison? Jej kolor włosów? Na czyjej szyi składałeś płomienne pocałunki przez pierwsze noce, następnie przeciągnięte do niezliczoności? Które z nich zjawiały się na treningach, które krzyczały najgłośniej, które dały ci coś więcej niż rozrywkę? Które zaciągałeś do akademika, które spotkały się z aprobatą? Zawsze wmawiałeś im, że to ta jedyna, że wreszcie nadszedł koniec wyliczania, usuwania wspólnych zdjęć i ferme ta gueule, kolejnego j'en ai ral le cul, gdy kazała ci przestać tak spoufalać się z Heathem, gdy uznała każdą pojedynczą tradycję za coś odchodzącego od ustalonej i akceptowalnej normy. Wracałeś co dwa tygodnie, by spotkać się z nią, tą prawdziwą, jedyną, najukochańszą, ton trésor i oglądaliście filmy przez całą noc. Spowiadałeś jej się z jeszcze jednej blizny na sercu, jakbyś udawał przed samym sobą, że obchodziło cię to kolejne zerwanie, trzymałeś ją w ramionach, kiedy zasypiała około trzeciej w nocy, a przy tym nie do końca świadomie nuciłeś et au creux de ses bras, la mort nous bercera. Nad ranem żegnała się z tobą, żegnała się z Nehausem, nie wiedząc jeszcze, jak szybko znowu się zobaczycie.
Oczekiwałeś chyba, że odnajdziesz w nich wsparcie. Każdy by tak myślał, tego wymaga się od rodziców. Tego ty od nich wymagałeś. Ale napotkałeś opór, rozpacz tak porównywalną do twojej, wylewną, przesadnie z siebie wyrzucaną, by jak najprędzej zanurzyć się w bezmiarze nieświadomości. Kiedy uciekłeś? Dzień czy dwa po pogrzebie? Ile zajęło ci opanowanie umiejętności powstrzymywania odruchów wymiotnych, gdy przypominałeś sobie jej twarz, bladą twarz, w kolorze jasnej blizny na twoim brzuchu? Myślałeś, że tak się nie da, że już zawsze będziesz spędzał noce w łazience, przełykając łzy, odnajdując schronienie w uścisku babci i zapominając w tym wszystkim o sobie. Przyłapywałeś się na wpatrywaniu w specyficzną szramę, mającą pozostać tam na zawsze, wykluczając zapomnienie czy przykrycie tylu lat pod stertą koców. Z trudem dusiłeś w sobie pragnienie rozdrapania jej, doprowadzenia do rozlewu krwi, byle zrzucić na kogoś winę. Próbowałeś oskarżać siebie, ale zbytnia racjonalność i ten ostatni uśmiech zaprzeczały takiemu przebiegowi zdarzeń. Wszystko przeczyło sobie, bo z waszej dwójki klęskę poniosła strona niewinna, kochająca cię całym sercem, każdą komórką w ciele, a ty, splugawiony przyziemnością, przerażony samotnością, poszukujący zaspokojenia w ludzkich przyjemnościach, właśnie ty zostałeś.
I nie miałeś pojęcia co z tym zrobić.
Bałeś się, że znowu wybuchniesz płaczem, kiedy objął cię po powrocie, bo zajął się wszystkim, dzięki czemu mogłeś siedzieć cicho i tylko tam być. Przez pierwszy miesiąc rzeczywiście ledwo funkcjonowałeś, otoczony bezgłosem, trochę w odosobnieniu, robiąc to, co zwykle. Marzyłeś o tym, by nie zdał razem z tobą, by powtórzyć któryś z głupich zwyczajów. Ale został ci chociaż Heath, a prawda była taka, że często nie zauważałeś różnicy. Po prostu zostało was dwóch, w tym przerażająco ciasnym mieszkaniu, więc pełnię swojej irytującej osobowości musiałeś przelewać na jedną osobę, a nie na dwie. Znowu chodziłeś na ich koncerty, znowu droczyłeś się z Motley, ale jakoś słabiej, traktując ją bardziej jak młodszą siostrę niż zwykłą przyjaciółkę. Pogłębiłeś relacje z każdym, starałeś się regularnie organizować wspólne spotkania, irytując wyborem miejsca waszego nowego współlokatora.
To miał być powrót do dawnego siebie, jakby nic się nie stało, a to, że nie wracałeś już na weekendy do domu oznaczało tylko dorośnięcie. To nie tak, że nie miałeś do czego tam wracać, ale zamierzałeś zachowywać się adekwatnie do wieku i posiadanego prawa jazdy. Przestałeś słuchać Keshy, bo nie pasowało do to wizerunku, przerzuciłeś się na Traumę całodniowo z ewentualnym The Wires. Przywrócenie niegdysiejszych przyzwyczajeń za pomocą relacji z inteligentną Azjatką brzmiało jak pomysł wybitnie dobry, choć nikt inny go nie pochwalał, ale poprzeczka okazała się na tyle wysoka, by przyciągnąć cię jak ćmę do światła. Wyzwanie, skomplikowana, zawiła droga ku spełnieniu – to było coś, czemu mogłeś się poświęcić. Bezsenne noce, wpędzanie Heatha w głębszą depresję przez nieustające paplaniny na jej temat, łażenie za nią bez przerwy i wreszcie sekwencja romantycznych wydarzeń, wydawanie majątku na kwiaty, bombonierki, wysyłanie listów, pisanie wierszy. Po to, by wreszcie się do ciebie uśmiechnęła, szczerze, pełna tej promienności, którą potrafiła sobą przekazać, w co wierzyłeś bardziej niż w to, że Heath jest reinkarnacją Amy Winehouse, choć urodził się jeszcze przed jej śmiercią.
Wreszcie pierwszy pocałunek naprawdę smakował jak pierwszy.
Lubisz psuć rzeczy, co pokazałeś po miesiącach chodzenia do kina, gryzienia się z Motley i jej nadopiekuńczością nad ton ange, po bezmiarze czułych pocałunków, po godzinach przepychania się i niepoważnych kłótni o jakieś bzdury. Jakim prawem pomyślałeś, że możesz ją sobie przywłaszczyć? Dlaczego twierdziłeś, ze może być tylko twoja, że to nigdy nie dobiegnie końca? Nie byłeś nawet całkowicie pewny czy to faktycznie miało miejsce, ale wystarczyło, byś poczuł się zagrożony. Byś zaczął wrzeszczeć, kolejne c'est des conneries opuściło twoje usta w akompaniamencie nerwowego skrzeczenia dobiegającego gdzieś z drugiego pokoju. Nigdy nie potrafiłeś przenosić sporów w miejsca prywatne, zatem nieskończoność dotarła do uszu Heatha, który jeszcze jeden, okrutny raz został twoim ostatnim wsparciem w chwili kryzysu. To na niego spadła odpowiedzialność przytrzymania cię, kiedy niebezpiecznie się zachwiałeś i ponownie poczułeś znajome nudności, bo
sine usta
żyje?
nie?
ale
la mort
to twoje ręce drżą?
na pewno nie jesteś w tym wszystkim sam?
zależy mu na tobie?
nous
im?
znowu jest pusto
bercera
pusto
pusto po niej
pusto po nich
pusto
w
tobie
żyje?
nie?
ale
la mort
to twoje ręce drżą?
na pewno nie jesteś w tym wszystkim sam?
zależy mu na tobie?
nous
im?
znowu jest pusto
bercera
pusto
pusto po niej
pusto po nich
pusto
w
tobie
Genji has flow, Genji must go
Genji's brother hoe
61209672 to podobno moje GG, order (c) Ciapuko (czyli ta od LawlietaMickiewicza), noi pewnie chce też autorszczyznę przy IM NOT GAY BUT!
Nie ukrywam, że powaga tej karty to coś, co nie istnieje i tbh nawet nie próbowałem tego osiągnąć. Beaulik sobie będzie, powisi razem z pozostałymi moimi dziećmi, tworząc ołówek 3B. Muszę też przyznać się, że powstał dla konkretnego wątku, co nie zmienia jednak niczego, no bo chej, blogi tak nie działają??? więc jeśli ktoś coś to bardzo chętnie (i trochę bojaźliwie, bo przerażacie mnie wszyscy ok.) ukochamy czy coś. no i bardzo ślicznie polecam klikać w order, bo to 10/10 pan tam siedzi, co prawda ja boję się zagadać, ale shh no tears.
Jin to oficjalnie nasz mąż, gryziemy w sytuacjach temu zagrażających. :- ) kogo ja próbuję oszukać
do odkrycia jest muzyka i tekst karty, więc jeśli jakimś cudem to komuś umknęło (starałem się żeby było czytelnie ok) to zaznaczam
noi kochamy najbardziej wspomnianą Ciapułkę, panią Hitowo-Tristanową i Roranę k.
ale to obrzydliwe purwa marcin [6/10]
wieloosobuwka
Nie ukrywam, że powaga tej karty to coś, co nie istnieje i tbh nawet nie próbowałem tego osiągnąć. Beaulik sobie będzie, powisi razem z pozostałymi moimi dziećmi, tworząc ołówek 3B. Muszę też przyznać się, że powstał dla konkretnego wątku, co nie zmienia jednak niczego, no bo chej, blogi tak nie działają??? więc jeśli ktoś coś to bardzo chętnie (i trochę bojaźliwie, bo przerażacie mnie wszyscy ok.) ukochamy czy coś. no i bardzo ślicznie polecam klikać w order, bo to 10/10 pan tam siedzi, co prawda ja boję się zagadać, ale shh no tears.
Jin to oficjalnie nasz mąż, gryziemy w sytuacjach temu zagrażających. :- ) kogo ja próbuję oszukać
do odkrycia jest muzyka i tekst karty, więc jeśli jakimś cudem to komuś umknęło (starałem się żeby było czytelnie ok) to zaznaczam
noi kochamy najbardziej wspomnianą Ciapułkę, panią Hitowo-Tristanową i Roranę k.
ale to obrzydliwe purwa marcin [6/10]


ojej
OdpowiedzUsuńkRRRRRRRa
OdpowiedzUsuńdzien dobry policja dla zwierzont
Usuńmuj kolega chcialby zamuwic picce
Usuń